|
Tym razem trochę powazniej :) : Od kiedy zachciałem uprawiać Le Parkour, słowo to zdążyło zmienić swoje znaczenie. Kiedy pierwszy raz usłyszałem o Le Parkour i szukałem na ten temat informacji w internecie, znalazłem nowy sposób na życie i obrazy pokazujące wolnych i szczęśliwych ludzi, radość obalania kolejnych barier, niezależność - wolność. Chciałem być jednym z tych ludzi, którzy mogą więcej niż przechodnie, dla których miasto to nie zbiór ogrodzonych skrawków świata które trzeba omijać, lecz otwarta przestrzeń i przeszkody, których pokonywanie pozwala mi poczuć się lepszym. Ale zauważyłem, że teraz Parkour to już coś innego. I tylko mogę być wdzięcznym, że my skakaliśmy, zanim mówiono o tym w każdym programie telewizyjnym i zanim pisano o tym w gazetach. Oczywiście po tym wszystkim przybyło duzo nowych traceurów, to dobrze, że więcej ludzi otrzymało ten dar. Ale wielu z nich nigdy nie mogło zobaczyć w parkourze tego co ja w nim zobaczyłem, i co pozwalało mi marzyć. Bo z mediów dowiedzieć się można, że ta droga do wolności to nowa moda, która przyszła po pokemon tazo, i łożyskowym yo-to, że parkour można się uczyć w specjalnych szkołach za odpowiednią opłatą. Dowiedziałem, sie również że akrobatyka i inne sztuczki, które nie mają nic wspólnego z przemieszczaniem to też le parkour. Okazało się, że w polsce zaczęliśmy skakać bo pokazali w telewizji film Yamakasi i każdy chciał być taki jak oni. Oczyma mediów wszystko jest takim samym śmiesznym, nowym szałem dla dzieci, a nazwanie jakiegoś tricku tak jak on się nazywa już przekracza możliwości percepcyjne przeciętnego dziennikarza. W gazecie o wszystkim dobrze się czyta, dopóki nie trafisz na artykuł o rzeczy która Ciebie dotyczy - wtedy okazuje się że oni nawet nie próbują pokazać prawdy, rozmawiają z ludźmi którzy wiedzą, ale ich nie słuchają, bo lepiej napisać tak, jak się wydaje, że jest. A najgorszeje jest to, że później niektórzy mieszają to co widać w teleranku z rzeczywistością. I w ten sposób coraz więcej ludzi widzi tym interes. Dzieci zaczynają płacić, żeby zostać traceurem. A kim może być instruktor parkour ? Przecież 3 lata temu nikt o parkourze w polsce nie słyszał, więc nikt się jeszcze z parkouru nie doktoryzował. I potem mamy parkourzystów, którzy za wyznacznik umiejętności stawiają wygląd swojej strony internetowej, lub klanowego bloga [sic!] i raz w tygodniu wieczorem chodzą na zajęcia parkour. I w tym miejscu pojawia się problem. Parkour jako sposób na wolność, nie może być wolnością odczuwaną raz w tygodniu, wtedy kiedy są zajęcia, wolności nie można uczyć w zamknięciu, i za wolność nie da się pobierać opłat. Mylone są tu pojęcia, i dlatego uważam że traceur ze szkółki parkouru to coś na kształt rapera z castingu. Taki wypaczony obraz tej dziedziny życia sprawia, że chcę się od tego odciąć, że momentami wolę, żeby inni nie myśleli, że jestem traceurem - bo powszechny obraz parkouru ma nie wiele wspólnego z tym czym pakour jest dla mnie. Pojęcie freerun stało się płytkie jak napisy "ekstreme" na wieśniackich zeszytach w kratkę, a większość ludzi słysząc "parkour" mówi "aaa, Yamakasi !". I w sumie powodem dla którego piszę ten tekst jest przedstawienie mojego (naszego) stosunku do tego wzystkiego. Może nie jesteśmy najlepszymi traceurami - możliwe, że te dzieciaki z teleranka skaczą lepiej od nas, ale naszym przewodnikiem nie jest telewizor. Więc jeśli parkour to nowa moda i jeśli uczą go w szkołach, to my nie uprawiamy Le Parkour'u. My nie wzorujemy się na Yamakasi, bo wg nas jest to słaby film. My jesteśmy traceurami, więc nie sprzedajemy ciuchów. Jeśli uważamy, że coś umiemy i możemy pokazać to innym, to piszemy tutoriale i nie musisz wysyłać SMS-ów, żeby je przeczytać. Jeśli chcemy poskakać, to wychodzimy z domu i nie musimy czekać do środy wieczór, dlatego to nasze bieganie można nazwać swobodnym. Jeśli chcesz wiedzieć czym dla nas jest le parkour to przeczytaj jeszcze raz pierwszy akapit. Koniec :) |