|
Na początku pragnę zaznaczyć, że ten tekst nie zawiera żadnych znamion edukacyjnych. Nie jest poprawny politycznie i nie ma żadnych wartości odżywczych. Zawiera za to sporo sztucznych, subiektywnych barwników. Możliwe, że przesadzam. Możliwe również, że nie powinienem się tu wypowiadać, bo nie jestem dobrym tracerem. Dlatego jeżeli ktoś nie chce słuchać wywodów błazna na temet jego poglądów, zrozumiem to. Jeżeli jednak postanowisz czytać dalej wiedz, że czynisz to na własną odpowiedzialność i nikt nie będzie mógł cię uratować przed tym, co uczynisz pod wpływem tego tekstu. Po co więc wogóle zabieram się do pisania, skoro nie mam do tego żadnego talentu? Nie mogę odpowiedziec na to pytanie. Być może wyjdzie to podczas pisania tego tekstu. Odpowiem za to na inne pytanie. Czym parkour jest dla mnie? Jeżeli państwo chcą, możemy zrobić zabawę interaktywną. Proszę, wszyscy odpowiadamy sobie na pytania: "czym jest dla mnie parkour?", "Dlaczego zacząłem go uprawiać?". W porządku, więc może ja zacznę. Parkour to bardzo ważna część mojego życia. Pozwolił mi wyrwać się ze stagnacji i beznadziei egzystencjalnej, jaką odczuwałem zanim poznałem ten sport. Nie wiem, co działo by się ze mną, gdybym nie zaczął zajmować się parkourem. Może skończyłbym jako alkoholik, narkoman, zwykły człowiek, klient zakładu pogrzebowego. Ale nie nad tym chcę się tutaj rozwodzić. Parkour pozwolił mi czuć się wolnym. Nareszcie znalazłem coś, w czym mogłem być, czułem się, dobry. Czułem się tak, ponieważ nie musiałem z nikim rywalizować. Parkour to sport, w którym jedynym przeciwnikiem jesteś ty sam, twój strach i słabość. Przezwyciężanie siebie, bycie lepszym, ale nie najlepszym. To jest właśnie istota parkouru. To nie jest tylko tępe trzaskanie tricków i flipów gdzie popadnie, żeby zaszpanować przed innymi. To jest wolność. Niedawno na pewnej stronie(której nazwy nie chcę tu przytaczać) znalazłem ogłoszenie o zawodach, w których wyłonione mają być 3 najlepsze w naszej pięknej ojczyźnie, teamy parkourowe. Cóż, tekst jak tekst. Nie byłoby w nim nic dziwnego, gdyby nie słowo "najlepsze". Tutaj właśnie dochodzę do sedna sprawy. W parkourze ponoć nie ma podziału na lepszych czy gorszych. Wszyscy są równi. Ci, którzy umieją wiecej pomagają słabszym. Każdy rywalizuje ze sobą, nie z innymi. Wiadomo, że wzrost umiejętności innych motywuje do pracy nad sobą, ale organizowanie zawodów to chyba trochę za dużo. To jest sprzeczne z filozofią, która jest częścią (wg mnie najważniejszą) tego sportu. Kolejna sprawa - komercja. Nie mam nic przeciwko pokazywaniu swoich umiejętności na filmach czy zdjeciach. Możliwość wystąpienia w reklamie czy filmie to wielkie wyróżnienie dla wybranych osób, stanowiące jednocześnie uznanie dla ich umiejętności. Jednak to, co dzieje się otatnio to chyba lekka przesada. Szkółki parkouru pokazywane w telerankach to jedno, ale to, co wyprawia UF to moim zdaniem duże przegięcie. Uczenie parkouru w szkołach, pisma o pk, a ostatnio otwarcie akademii pk(chwalili się tym w newsach) to już dla mnie, kurwa mać, za dużo. Jak dla mnie to oni zwyczajnie lecą na kase. Nie wiem, czy nie każą sobie płacić za zajęcia z pk. Co do szkoły, dlaczego dzieci mają być uczone pk? Po co im to? Chcemy mieć świat stworzony z traceurów, którzy biegają i włażą wszędzie gdzie się da? To już zakrawa lekko na anarchię. Ale mniejsza o to, dlaczego w dzieci ma być wmuszana postawa proparkourowa? Jeżeli chcą się go uczyć, niech same zaczną. Nam na początku nikt nie pomagał. Ludzie patrzyli na nas jak na idiotów, dzieci śmiały się z nas, a ochrona wyganiała z miejscówek. Ale od kiedy o pk powiedziano w telewizji, jakoś wszystko ucichło. Słowa "powaleńcy" zmieniły się w "Jamakaszi" itp. Wracając jeszcze do sprzedawania gadżetów parkourowych, to już wkrótce może dojść do tego, że na czapkach w rozmiarze dziecięcym listek marihuany zostanie zastapiony alegorią pk. Alegorią, którą mało kto będzie rozumiał. Na zakończenie jeszcze tylko kilka słów o akrobatyce. Osobiście nie mam nic przeciwko temu. Uważam, że to dobra alternatywa ale zwykłych treningów, pozwalająca lepiej poznać swoje ciało, panować nad nim i ogólnie uprzyjemnić zabawę. Nie chcę jednak, aby poziom umiejętności tracera był proporcjonalny do wysokości z jakiej umie zrobić backflipa i żeby odpowiadając "nie" na pytanie czy umiem salto, zostać wyśmianym/wybuczanym. Akrobatyka to piękny sport, ale jeśli ktoś go uprawia, proszę, niech nie mówi, że to parkour. W związku z tym, co ostatnio zaszło w naszym sporcie, nie wiem, czy nadal mozemy nazywać się traceurami. Może po prostu powrócimy do miana "skaczących chłopców"? Dziękuję tym, którzy to przeczytali. Życzę miłego pkwania. Dobranoc. |